Kuchnia Birmy

Autor: 18 września 2019 o 09:422 Komentarze

Birma od kuchni

W listopadzie 2018 spełniłam jedno z moich marzeń podróżniczych i spędzilam tydzień w Birmie. To nie był mój pierwszy raz w tej części Azji. Wcześniej byłam już w Tajlandii i Kambodży. Kuchnie tych 3 krajów ze względu na podobny klimat są do siebie zbliżone, ale mają tez sporo różnic.

Przyznam, że przed wyjazdem do Mjanmy miałam trochę obaw. Marzyłam o zobaczaniu Baganu na żywo, ale sporo się też naczytałam o wszechobecnym tam brudzie, a relacje kulinarne dostępne na różnych blogach np. u Tasteaway nie zachęcały. Jako że nie jem mięsa, obawiałam się też, czy uda mi się dogadać z lokalsami, czy też będę skazana na jedzenie samych owoców. Na szczęście żadne obawy się nie sprawdziły! Owszem w Birmie jest brudno, nawet bardzo. Jeśli obok Twojego stolika będzie przechodził karaluch, to jedyne, co zrobi kelner – ominie go. Jako, że wszelkich insektów panicznie się boję, zdarzyło mi się siedzieć z nogami na krześle. Mimo to, z wyjazdu byłam bardzo zadowolona i głodna nie chodziłam, i na pewno kiedyś jeszcze do Birmy wrócę, bo było nie tylko pięknie, ale i pysznie!

Kuchnia birmańska okazała się dużo smaczniejsza od kuchni tajskiej i kmerskiej, choć i tamte dwie bardzo mi smakują.

Sałatki

To, co mnie przede wszystkim zachwyciło, to bogactwo sałatek. Najbardziej popularną i jednocześnie dla mnie egzotyczną była sałatka z kiszonych liści herbaty. Tak, tak, dobrze przeczytaliście – w Birmie kisi się herbatę. Sałatkę obowiązkowo serwuje się z dużą ilością chrupiących orzeszków ziemnych.

Inne sałatki to np. sałatka z cytryny, pomidorów czy liści tamaryndowca.  Wszystkie sałatki są wegetariańskie, a nawet wegańskie, więc jeśli unikacie mięsa, możecie je śmiało zamawiać. Jeśli jecie mięso, też warto spróbować.

Co poza sałatkami?

Tak jak i w wielu innych krajach Azji bez problemu zamówicie w większości miejsc smażony ryż, zarówno z mięsem jak i wegetariański. Poza ryżem je się sporo makaronu, który jest często podawany z bulionem w osobnym naczyniu. O ile nie było problemu, by dostać makaron bez mięsa, o tyle bulion podejrzewam, że był raczej zawsze gotowany na mięsie, ale i bez bulionu makaron był pyszny, także nie bójcie się, zawsze możecie zjeść same kluski, a bulion po prostu zostawić. Popularne jest też curry.

Zupy

W Birmie je się sporo zup, zwłaszcza na śniadanie. Jedną z bardziej popularnych zup jest mohinga. Jest to zupa rybna. Jako że mięsa nie jem, ale ryby tak, uwielbiam śniadania, które mogłyby być obiadem i kocham zupy, mohinga od razu skradła moje serce. Zupę tę podaje się z makaronem ryżowym, jajkiem, limonką, szczypiorkiem, można ją dodatkowo posypać płatkami chilli. Bogactwo smaków i śniadanie jak dla mnie idealne!

Gdzie jeść?

W czasie podróży najbardziej lubię jeść tam, gdzie jedzą lokalsi, raczej unikam miejsc typowo turystycznych, choć czasami zdarzają się wyjątki. Jedliśmy dużo na ulicy i wszędzie mieli menu po angielsku. Raz jeden zdarzyło się, że menu w nie było cen, więc byliśmy pewni, że rachunek będzie wysoki, a tymczasem było to najtańsze miejsce z całego pobytu – za kolację dla 2 osób bez alkoholu zapłaciliśmy 1 euro!

Mandalay

W Mandalay bardzo upodobaliśmy sobie jadłodajnię Mogok Shan Noodle. Było tam sporo turystów, ale też dużo miejscowych. Smakowało mi wszystko. Jeśli tam zawędrujecie, koniecznie spróbujcie pierogów. W oryginale są z mięsem, ale poprosiłam o wegetariańskie i właściciele lokalu na świeżo je dla mnie przygotowali. Nie mam zielonego pojęcia, co posłużyło za farsz, wiem tylko, że coś zielonego (nie kolendra!) i że pierogi były przepyszne! Idealnie wysmażone, rozpływające się w ustach. Warto spróbować też makaronu i omleto-naleśnika z ciecierzycą. Do picia możecie zamówić np. lokalne piwo albo pozostać przy darmowej herbacie.

Powyższy rachunek jest na kwotę mniej więcej 23 zł – kolacja dla 2 osób (w tym jeden mięsożerca).

Bagan

W Baganie z kolei poza miejscowymi jadłodajniami, postanowiliśmy przetestować dwie restauracje wegetariańskie. Pierwsza z nich i najbardziej popularna to The Moon. To, co się rzuca od razu w oczy, to czyste stoliki z obrusami i sami turyści! W menu znajdziecie sporo ciekawych propozycji – świeżo wyciskane soki, sałatki, curry, ryże, makarony… Na pewno trzeba spróbować sałatkę z liści tamaryndowca. Ogólnie jedzenie jest w porządku, ale nie było efektu wow.  Jedliśmy tutaj dwa razy i za drugim razem jakość potraw była zdecydowanie gorsza. Nie jest to zła knajpa, ale według mnie zbyt przereklamowana. Za obiad dla 2 osób zapłacicie ok. 10-12 euro, co jak na europejskie ceny nie jest dużo, ale jak na birmańskie standardy to naprawdę drogi posiłek.

Na przeciwko The Moon znajduje się druga wegetariańska knajpa Yar Pyi. Co tutaj najbardziej uderza, to brak klientów. Postanowiliśmy jednak zaryzykować i okazało się, że jedzenie było lepsze, a do tego tańsze niż w The Moon. Karta dań jest trochę podobna, ale wszystko smakuje zdecydowanie lepiej. Bardzo polecam pomidorowe curry z orzechami, przepyszne! Wpadnijcie tutaj koniecznie!

Podsumowując warto odwiedzić Birmę nie tylko ze względu na wiele interesujących miejsc (Bagan to zdecydowanie jedno z cudowniejszych miejsc, w których byłam w życiu), ale także ze względów kulinarnych, zwłaszcza że kuchnia Mjanmy jest wciąż mało znana w Europie.

Share

O autorze:

 

komentarze 2

  1. Kate / 18 września 2019 at 11:42 /Odpowiedz

    Brzmi bardzo pysznie 🙂 Co prawda po naszej wyprawie do Indonezji jestem ostrożna słuchając określeń „tanio” czy „tania Azja” ha ha ale myślę, że kiedyś dotrę również do Birmy 🙂
    Zakochałam się w azjatyckich zupach, bulionach i sosach!

  2. Agnes Agnieszka / 21 września 2019 at 07:22 /Odpowiedz

    Mnie nic nie przypadło do gustu

Napisz komentarz

*